wtorek, 2 lipca 2013

9.

Odmeldowuję, że przetrwałam pierwszy pełen dzień wakacji bez uszczerbku na zdrowiu (ani psychicznym, ani fizycznym). Słońce piekło w nos, piątka dzieciaków beztrosko biegała po ogródku oblewając wodą i co jakiś czas domagając się owoców i soku (mój osobisty tryumf wychowawczy, zero popcornu ani słodyczy!). Po piątkowych scysjach, o których już za moment, mała powróciła do bycia aniołkiem. Mogłam spokojnie usiąść z książką na kolanach i, jednym okiem czytając, a drugim patrząc, czy nikt nie traci zębów, ODPOCZĄĆ. Szkoda, że dzisiaj leje i całe sąsiedztwo rozsiadło się radośnie w pokoju młodej. Radio huczy na cały dom, więc chyba urządzają dyskotekę. Na razie nie odważyłam się wejść. 

Zaczynając od skarg i zażaleń, piątek był najcięższym dniem pracy do tej pory. Koleżanki z osiedla wyjechały na plażę, pogoda nie dopisywała, a w szkole do godziny 12 młoda zdążyła zjeść taką ilość śmieci, po której nawet ja chorowałabym przez tydzień. Po powrocie do domu zażądała loda. Perspektywa 6 godzin z wściekłą jak osa siedmiolatką zmusiła mnie do ustąpienia. Zajęłam ją czymś na dłuższą chwilę, po czym widząc słońce za oknem, wyciągnęłam na dwór. „Chodź, pogimnastykujemy się!” zaproponowałam, mając nadzieję, że jakoś ją ugłaskam i odpędzę zły humor. Przysiady, pajacyki, podskoki… Jej jednak zebrało się na akrobacje. Po serii fikołków, szpagatów i gwiazd, nagrodzona oklaskami i okrzykami zachwytu z mojej strony, tonem nieznoszącym sprzeciwu rzuciła „teraz twoja kolej!”. Sztuki robienia gwiazdy nie opanowałam nigdy, byłam bardzo leniwym dzieckiem i wfu unikałam jak ognia, ale nigdy nie miałam problemu z robieniem mostka…

… Skurcz, który sparaliżował mój kręgosłup był tak silny, że przez sekundę myślałam że wypadł mi kręg albo dysk albo że zaraz umrę i nie zmieszczę się w tej pozycji do żadnej ładnej trumny. Jakimś cudem udało mi się wrócić na trawę, nadal sztywna z bólu. Próbując rozmasować plecy i złapać oddech usłyszałam zirytowany głos młodej koło ucha: „Olga, no weź się rusz, czy ty jesteś normalna, czemu nie patrzysz jak robię gwiazdy?!”.

 „Czekoladki to nie przekąska. Robię ci kanapkę, albo ją zjesz, albo głodujesz do kolacji” powiedziałam spokojnie, kładąc słodycze na najwyższą półkę i odwracając się w stronę chlebaka. Coś odbiło się od mojego ucha i wpadło do zlewu. Klapek. Serio? Mała stała za mną, chyba nie do końca wierząc, że odważyła się to zrobić. Godzina siedzenia w pokoju samej w towarzystwie kanapki nie przyniosło zamierzonych efektów – płacz i błaganie, żebym nie mówiła mamie, a następnie trzaśnięcie drzwiami i oglądanie telewizji aż do jej powrotu. No cóż, powiedziałam, czym prawie przyprawiłam biedną hostkę o zawał. Większość weekendu byłam poza domem, ale widząc zmianę jaka zaszła w zachowaniu młodej sądzę, że dostała niezłą szkołę od obojga rodziców.

Sobota – Ring of Kerry. Panoramiczna trasa w hrabstwie Kerry, długa na 112 mil, czyli cały dzień w autobusie. Nie żałowałam wyboru ani przez sekundę. Przewodnik ani na sekundę nie przestawał gadać, widoki zza okna zapierały dech w piersiach, słońce dopisywało, a na każdym postoju czekały atrakcje z serii zespół grający na hafach, zrób sobie zdjęcie z małym koźlątkiem, weź na ręce szczeniaczka. No i irlandzki folk z głośników w drodze powrotnej (muszę kupić jakąś płytę na pamiątkę, nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba).

Planów część dalsza – przetrwać ten tydzień i nagrodzić się wycieczką do Dublina. Postanowiłam nie odpuścić i idąc na kompromis sama ze sobą zarezerwowałam miejsce w hostelu. Jak nie teraz, to kiedy? Kolejny weekend Cork po raz ostatni, a za trochę ponad 2 tygodnie wracam! 10 dni oddechu i… USA. (Tak, przepraszam, czuję silną potrzebę pochwalenia się, Kalifornia i Nowy Jork, 3 tygodnie, my dreams came true).

I report that I survived the first full day of holidays without ruining either my mental of physical health. Sun was shining, 5 kids were running around the garden splashing water at eachother and asking for juice and fruits (my personal triumph, not for popcorn or sweets!). I could peacefully sit with my book and get some rest while trying to read and mind the kids at the same time. Unfortunately, it’s raining today and all kids stay in A’s room. I can hear their music here in the kitchen, so I guess they’re having great party over there. I don’t have enough courage to go in there yet.

Starting from bad things, Friday was the worst day of work since I’ve started. All friends went to the beach, weather sucked, and until noon when the school finished, A has eaten the amount of junk food that would make ME sick for a week. When we came back home, she requested an ice-cream. Having in mind, that 6h with mad 7 year old won’t be easy, I surrendered. I got her entertained with something for a longer while and, when the sun came back out, I proposed doing some gym in the garden. Jumping jacks, jumps, squats… But she preferred acrobatics. After a series of splits, cartwheels and flips, rewarded with my loud applause, she said it’s my turn and that I MUST do something. I’ve never learnt how do to cartwheel, I was a lazy child, skipping every possible PE class, but crabs were never a problem to me…

… The cramp that paralyzed my spine was so strong I thought something happened to my back or that I’m dying and I won’t find any proper coffin if I remain in that stupid pose. Somehow I managed to lay back on the grass, still stiff from the pain. Trying to move and catching the air like a fish out of water, I’ve heard A’s irritated voice just next to my eat: “Come on, Olga, moooove, are you normal like, look at me doing the cartwheels!”

„Chocolate isn’t a snack. I’ll fix you a sandwich, either you eat i tor you stay hungry until the dinner” i said calmly, putting the sweets high enough so that she can’t reach it and turning my back on her to get some bread. Something slapped me on the side of my head and fell in the sink. A flip flop. Seriously? A was standing behind me, not fully believing she’s had the courage to do that. An hour of sitting in her room having only her sandwich for the company wasn’t effective enough – crying and begging me not to tell her mum and, when I refused to do so, slamming the door and watching TV until her mum came back. Well, I reported what happened, nearly giving her a heart attack. I was out almost all weekend, but seeding the change in A’s behavior on Monday I guess both of her parents got really cross with her. Hope she stays like that for the rest of time I’m here..

Saturday – Ring of Kerry. Panoramic route in country Kerry, 112 miles long, what meant all day spend sitting in the bus. I didn’t regret the choice for any second tho. The guide was walking all the time, views from behind the window were breathtaking, sun was shining and on every stop we’ve had attractions like listen to a band playing on harps, take a picture with the little lamb, rub some puppies or kittens. Oh and Irish folk music on the way back, I have to buy a souvenir CD or something, I’m totally in love with it.

Plans for the future – survive this week and reward myself with the trip to Dublin. I’ve decided not to give up and booked a place in a hostel. If not now, when? Next weekend – Cork for the last time, and then I’m back in 2 weeks and 2 days! 10 days spent in Poland and… USA (Yes, sorry, I have an urge to tell all the world that I’m going to damn California and New York and these are my dreams coming true!).


Irlandzka kreatywność...

 Odpierając zarzuty, że schudłam na buzi - nadal jestem chomikiem, bez obaw.

Najwyższe góry w Irlandii 

Dingle bay 

 Nie pamiętam nazwy, ale to było najpiękniejsze miejsce w którym się zatrzymaliśmy. Szkoda, że było mgliście.
Atrakcja z serii "zrób sobie zdjęcie z kotkiem". Nie dałam rady odmówić:D

The Black Valley (widok z okna autokaru)

Tzw. Ladies view

Najwyższy wodospad w Irlandii:)

x, O.

5 komentarzy:

  1. Ale masz tam atrakcje!! Nie wiem skąd maluchy biorą tyle energii, juz zaczynam się bać swoich szkrabów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale tam pięknie!

    Super , że jednak pojedziesz do Ameryki Zazdroszczę cholernie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to uderzyła Cię klapkiem? :O Rany boskie!!! Widać, że mama dała jej popalić :P
    btw, przeglądam Twoje zdj i myślę - ach, pamiętam te widoki i chętnie tam powrócę.

    Jakie USA? Opowiadaj! Myślałam, że wybierasz się na studia? :D Czyżby zmiana planów ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha widzisz, ona generalnie jest sympatyczna, ale jak złapie taką fazę na pół godziny to nic tylko się zamknąć w pokoju i czekać aż przejdzie... :D

      Ech studia, to są dopiero marzenia! (Chociaż wolałabym w UK, Ameryka za daleko!). Na wakacje jadę, zwiedzać i wypoczywać, niech żyją moi rodzice!

      Usuń
  4. Ze swoimi rodzicami jedziesz ? ;) Ale Ci dobrze !
    Co do klapka. Mała gówniara ! Dlatego opiekowanie się dziećmi powyżej 5 lat nie jest dla mnie... Wiem wiem... 3 latki też mówiły że mnie nie kochały ale raczej one nie są tego świadome i tak po chwili przychodziły się całować ;)

    OdpowiedzUsuń