czwartek, 27 czerwca 2013

8.

Słońce świeci, Mała jeździ na rowerze w jednej ręce trzymając kierownicę, a w drugiej loda, koty grzeją się na trawie… A ja siedzę w środku tego wszystkiego i napawam się ostatnimi chwilami spokoju, bo od jutra zaczynają się wakacje, co oznacza dyżury od samego rana. Z dobrych wieści – dzięki sugestii mojej hostki nauczyłam się być bardziej stanowcza i Młoda nagle przestała wchodzić mi na głowę, zapisałam się do biblioteki (brawo, nareszcie!), cały poprzedni weekend byłam w rozjazdach i tak samo planuję ułożyć sobie ten nadchodzący. Ze złych – raczej nie wybiorę się do Dublina, na couchsurfingu pustki i brak chętnych do przenocowania mnie, hostele są raczej nie na moją skąpą kieszeń. Kiedy indziej.

Cliffs of Moher były póki co najpiękniejszym miejscem, jakie miałam szansę tu zobaczyć. Opłacało się łapać bladym świtem pierwszy autobus w stronę cywilizacji (Cork), a następnie przesiedzieć pół dnia w autokarze. Widok zapierał dech w piersiach i jest raczej nie do oddania w żaden inny sposób, chociaż usilnie i z zapałem japońskiego turysty próbowałam uwiecznić na zdjęciach co tylko się dało. Nawet pogoda dopisała i mimo wiatru wiejącego z prędkością 100 mil na godzinę było fantastycznie.

W niedzielę za to wybrałam się z dwoma inymi au pairkami – Ritą i Katheriną – do Kinsale, małego rybackiego miasteczka jakieś 20km od miejsca, w którym mieszkam. Kolejne miejsce i kolejny zachwyt – piękne widoki, znów klify (parę razy mniejsze niż Mohery, ale tak samo malownicze. A wiatr tak samo silny, parę razy obie z Katheriną nie byłyśmy w stanie utrzymać pionu), morze, a samo Kinsale przeurocze, pełne kolorowych kamienic. Wydawało się bardziej ’turystyczne’ niż Carrigaline, szkoda tylko że w niedzielę większość sklepów była zamknięta i mogłam z niemałym rozczarowaniem pocałować klamkę w „the chocolate botique”…

Kolejny weekend i kolejna wycieczka w planach – chyba jednak Ring of Kerry zamiast Dingle. W niedzielę muszę zebrać siły na przyszły tydzień, pierwszy tydzień wakacji, no i wyniki matur 5 lipca… A już za trzy tygodnie wracam!

Sun is shining, A. is riding her bike, holding handlebar in one hand and ice cream in the other, the cats are lying on the grass… And I’m sitting in the middle of that, enjoying the last moments of serenity, because holidays start tomorrow what means work from the very morning. From the good news – thanks to my host mum’s advice, I learnt to be more categorical when it comes to A., maybe she’ll learn some manners now, I joined the local library, travelled whole last weekend (and planning to do the same during the upcoming one). Bad news – I rather won’t go to Dublin, apparently on couchsurfing there’s no one willing to host me on that days, and I can’t afford a hostel. Well, another time.

Cliffs of Moher were the most beautiful place I’ve seen here by now. Catching the first bus to Cork and then spending nearly all day in another one definetly paid off! The view was breathtaking and it’s really hard to describe it in any other way, it just has to be seen with one’s own  eyes. Of course stubbornly I tried to take as many photos as possible, but still it’s not the same. Even weather was relatively good, even though the wind was blowing like 100mph it was amazing.

On Sunday I went to see Kinsale with 2 other au pairs – Rita and Katherina. Kinsale’s a small village, round 20km from the place I live in. Next place and next delight – amazingly picturesque, with cliffs (few times smaller than Mohers, but as beautiful as them. And the wind was strong too, me and Katherina couldn’t stand straight and even fell down few times), close to the sea, and Kinsale itself was realy lovely, full of colorful houses. It seemed more ‘touristic’ than Carrigaline, but unfortunately nearly everything was closed on Saturday, so I only could lick the window of “the chocolate boutique”…


Next weekend and next trip planned – this time Ring of Kerry instead of Dingle I suppose. On Sunday I have to gain all my strength before next week, the first week of holidays and the week of my final exams’ results! Oh and I’m coming back in 3 weeks from today on!

W drodze na Klify:)

Cork o poranku, z okna autokaru.

Kinsale!

W Kinsale raz spojrzałam w dół i od razu pożałowałam.

A to już u mnie, w Carrigaline podczas wieczornego spaceru.

Limerick, przystanek w drodze na Mohery

Kolejny przystanek po drodze, tym razem nad morzem

A to już słynne Cliffs of Moher

Cliffs of Moher

Cliffs of Moher

Mohery po raz kolejny

Jak każdy szanujący się turysta...

Kinsale, Rita ja, Katherina i samowyzwalacz w roli głównej

 Katherina walczy z wiatrem...

 ... Za to ja udaję, że wszystko jest w porządku.

Kinsale

Ech, niespełnione marzenie. Muszę się tam jeszcze wybrać przed wyjazdem!

Kinsale harbour

x,O.

4 komentarze:

  1. Świetne widoki i super zdjęcia :) Życzę kolejnych niesamowitych podróżniczych wrażeń i czekam na relacje :)
    Pozdrawiam
    pasioneska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia super :) Dobrze, że Was nie zdmuchnęło :D Ja również sobie obiecałam, że Mohery koniecznie !!!

    A jeżeli chodzi o Dub, to spróbuj ich tam wszystkich zaspamować + emergency group Cork :)
    Będę trzymać kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Twoje notki są dla mnie inspiracją do wypraw :D Już sobie zapisałam tyle miejsc, które muszę odwiedzić!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję! Dopisz koniecznie Ring of Kerry w takim razie! Ja postanowiłam zobaczyć najwięcej jak się da póki to jestem:D

      Usuń